Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Moja wina, moja skóra - ku przestrodze
Autor Wiadomość
qrakki Offline
Junior Member
**

Liczba postów: 35
Liczba wątków: 5
Dołączył: 19.05.2012
Reputacja: 0
#1
Moja wina, moja skóra - ku przestrodze
Drodzy, tak ku przestrodze i może autorefleksji (mnie się przytrafiła dzisiaj) długie story oparte na wydarzeniach dzisiejszego poranka.


Muszę zacząć do podziękowań dla anonimowego warszawiaka, człowieka a przede wszystkim rowerzysty. Bez naszego dzisiejszego spotkania nie dotarło by do mnie, że po 20 latach bezwypadkowego prowadzenia samochodu, 10 latach codziennych dojazdów rowerem do pracy, przejechanych ponad 140 maratonach MTB,  
mogę sam przyłożyć się do własnego wypadku.

Spotkałem dzisiaj "nauczyciela" praktyka.
Mój "nauczyciel" postanowił wykazać wyższość swoich hamulców nad moimi i w świetle kodeksu drogowego oraz zasad poruszania się po DDR-ach, ma rację. Nie zachowałem tzw. bezpiecznego odstępu. Nie powinienem przez 3-4 km między Mostem Świętokrzyskim a Bartycką jechać mu na kole. Osobiście takie zachowanie innych mi nie przeszkadza, czasami dzięki temu zdarza się w trasie do/z pracy z kimś pogadać (treningi poza miastem to jednak zupełna inna sprawa), ale tu popełniłem pierwszy błąd - założyłem, że innym ludziom ubranym w lajkry również.

Tym razem kierującemu granatowym rumakiem chyba przeszkadzałem. Najpierw postanowił więc "urwać mnie", czyli dodał gazu. Ponieważ nie ścigałem się a tylko "nielegalnie" wykorzystywałem go jako ochronę przed wiatrem, zostałem z tyłu jadąc swoim tempem. Kolega "spuchł" po jakimś kilometrze, więc znowu do niego dojechałem. Za Bartycką przyspieszaliśmy (obaj zwolniliśmy przecinając ulicę; ja ciągle na kole), Panu widać zupełnie nie pasowała ta moja oszczędność energii, choć wcześniej przez 3-4 km nie dawał znać jasno znać, że mu nie pasuje (przyspieszeni potraktowałem wtedy jako tempo do którego wrócił zanim się spotkaliśmy).

Ruch łokciem tudzież zwykłe staropolskie "K..... S....." bym zrozumiał. 
Ale nie. 
Nie tym razem.

Mój "profesor" od przepisów postanowił mnie wyedukować poprzez karę. 
Po prostu nagle wyhamował do zera na prostej DDR pomiędzy Bartycką a Gagarina. 
Tego nie spodziewałem się ani ja ani moje hamulce.
Pan "nauczyciel" też się nie spodziewał, aż tak spektakularnych efektów swojego wykładu.
Totalne zaskoczenie bo, ani po lewej, ani po prawej żadnego zjazdu, chodnika, wydeptanej w trawniku ścieżki do warzywniaka czy na przystanek, nic, po prostu 300 - 400 metrów prostej, pustej DDR. Nic na drodze, nic obok, żadnego człowieka albo choćby ducha.
Hamulce, odbiłem w lewo, ale niestety liznąłem przednim kołem tył rumaka mojego "profesora". Potem "Leeeeć Adaś"...lot był krótki, zapewne wplotłem w niego jakiegoś Toeloop'a a może Lutz'a, efekt na asfalcie łatwy do przewidzenia... nowe szlify. W bonusie dostałem zniszczone siodełko. 

Wstaję i pytam Pana (zatrzymał się przecież jeszcze przed moim lotem) czy zrobił to specjalnie?
- Nie - słyszę w odpowiedzi

Nie wierzę Panu, Panie w czarnych lajkrach, na granatowym rowerze 
Nie powiedział Pan, że właśnie zgubił Pan komórkę, albo, że mucha wpadła do oka, albo, że nagle przypomniał Pan sobie, że zostawił Pan garnek z kartoflami na gazie, nie wysilił się Pan na żadną wymówkę.
Nie wierze Panu, bo nie było żadnego skrzyżowania, chodnika, ścieżki, nic gdzie by można było skręcić, chyba, że zamierzał Pan zaatakować w lewo prostu w żywopłot, ale wtedy dajemy znak ręką o zamiarze skrętu (nie przypominam sobie, ale to ja przyjąłem dzisiaj asfalt na kask)
Nie wierzę Panu, bo nie było nikogo przed, z boku i bezpośrednio za nami, kto wymusiłby nagłe hamowanie lub zmianę kierunku jazdy, w ogóle nikogo poza nami tam nie było w tym momencie.

Nie odpowiedział, ani nie powiedział Pan nic więcej.
Ale jeżeli to nie było z premedytacją to czemu nie spytał się Pan czy wszystko ok? 
Przecież dopiero co obok Pana ktoś wykonał salto i przyglebił w asfalt na rowerze! 
Chyba warto Panie "profesorze" wykazać minimum empatii w takiej sytuacji?
Czasami można komuś uratować kawałek zdrowia albo i życie takim pytaniem.

Po prostu zrobił Pan to z premedytacją i pojechał Pan sobie!
Tylko dlatego, że przez 3 - 4 kilometry jechałem za Panem na tzw. kole.
Z tego powodu premedytacją spowodował Pan wypadek innego rowerzysty?
W imię czego?
Swojego dyskomfortu czy jednak chciał Pan wykazać jak się kończy "jazda na kole"?
Ale skąd pomysł na taką formę edukacji? 
Czy własnemu dziecku będzie Pan udowadniał, że ogień jest niebezpieczny wkładając mu rękę do ogniska?
Była okazja zwolnić i wyjaśnić sprawę, myślę, że byśmy się dogadali.

A może wyładował Pan na mnie jakąś swoją frustrację, bo dopiero co na Wybrzeżu Kościuszkowskim machał Pan rękami na jakiegoś kierowcę?
A może testosteron zadziałał i nie będzie Panu inny samiec tym samym tempem na kole siedział?
Pozostanie to tajemnicą i w sumie ważne jest tylko dla Pana.

Moja wina jest bezsporna jechałem na kole, nie wyhamowałem.
Zapłaciłem za to "własną skóra" i siodełkiem. 
Całe szczęście tylko tyle.

Zakładam, że pojawią się opinie, że "profesor" miał rację, 
a ja powinienem był jechać 20 metrów za nim albo wyprzedzić ale cfaniaczyłem.
Ci którzy tak napiszą będą mieli rację!
Na cfaniaka oszczędzałem waty w drodze do pracy i mógłbym się tłumaczyć jakimś wirusowym osłabieniem czy szczytem pylenia,
ale nie. Biorę winę na klatę a raczej na łokcie, kolana, ramiona i lewą nerę :/

Tą właśnie nauką chciałem się ze wszystkimi podzielić.
Stosujcie się do przepisów albo zdrowego rozsądku jak przepisy czegoś nie regulują, 
ograniczcie zaufanie na drodze i sygnalizujcie swoje zamiary.
Wtedy nie będzie miejsca dla samozwańczych "nauczycieli".
Nauczcie się na mojej skórze, bo nie wiadomo co się może wydarzyć na drodze.

Ja naukę przyjmuję. Na kole już nie będę jeździł, chyba, że tak ustalimy.
A Panu "profesorowi" życzę odwagi, żeby następnym razem, powiedział, że sobie czegoś nie życzy,
i przemyślenia, czy takie "nauki" nie skrzywdzą jeszcze kogoś.
To dużo bardziej bezpieczne.

Szerokości
Michał Kurowski
[Obrazek: sticky553.png]
[Obrazek: 6932.png]
07.06.2018, 15:25
Szukaj Odpowiedz
Sherman 1972 Offline
Jarosław Jarszak
*****

Liczba postów: 817
Liczba wątków: 47
Dołączył: 24.07.2014
Reputacja: 7
#2
RE: Moja wina, moja skóra - ku przestrodze
Twoim błędem było założenie ,że cyklista przed tobą to rowerzysta z krwi i kości. Teraz wiosną i latem kiedy jest już ciepło mamy wysyp ludzi ,którzy owszem korzystają z rowerów ale czy są rowerzystami w pełnym tego słowa znaczeniu? Patrząc na to co dzieje się na ulicach mam co do tego spore wątpliwości.
     [Obrazek: sticky2899.png]
08.06.2018, 11:13
Szukaj Odpowiedz
qrakki Offline
Junior Member
**

Liczba postów: 35
Liczba wątków: 5
Dołączył: 19.05.2012
Reputacja: 0
#3
RE: Moja wina, moja skóra - ku przestrodze
(08.06.2018, 11:13)Sherman 1972 napisał(a):  Twoim błędem było założenie ,że cyklista przed tobą to rowerzysta z krwi i kości. Teraz wiosną i latem kiedy jest już ciepło mamy wysyp ludzi ,którzy owszem korzystają  z rowerów ale czy są rowerzystami w pełnym tego słowa znaczeniu? Patrząc na to co dzieje się na ulicach mam co do tego spore wątpliwości.

Masz absolutną rację Sherman.
To był klasyczny przykład błędu założeń (pomijam moją nieprzepisową jazdę, która była główna przyczyną).
O ile zakładałem do wczoraj, że na ludzi z koszykami, na veturillo, trzeba uważać dużo bardziej, bo nie uświadczysz np. ręki w lewo/prawo
i ogólnie są trochę mniej ogarnięci na drodze, o tyle nie spodziewałem się po nikim, a już w szczególności po człowieku, który w lajkrze jest w stanie cisnąć 35km/h przez kilka km,
że z premedytacja zahamuje bo jadę  mu na kole. Huh

Wydaje mi się, że obecnie ruch na DDRach zimą jest taki jak 10 lat temu latem... i dobrze, w końcu rower jest dla wszystkich.
Po prostu nie możemy zakładać, że człowiek który przesiada się na rower, albo ubiera krótkie spodenki nagle zaczyna myśleć, że są jeszcze inni, jeżeli tego nie robił.
Rower aż tak chyba nie zmienia  Dodgy

Zmieniłem po prostu trasę na okres letni, jeżdżę dookoła i z wyłączeniem okolic Centrum Kopernika i bulwarów ruch jest znikomy,
w porównaniu do Banacha/Bitwy Warszawskiej.
Wydaje mi się, że dostosowałem się do zmian w mieście i  w ludziach.
Ale ten typ mnie totalnie zaskoczył.
Dlatego chciałem się podzielić nauczką Shy
[Obrazek: sticky553.png]
[Obrazek: 6932.png]
08.06.2018, 14:01
Szukaj Odpowiedz
Sherman 1972 Offline
Jarosław Jarszak
*****

Liczba postów: 817
Liczba wątków: 47
Dołączył: 24.07.2014
Reputacja: 7
#4
RE: Moja wina, moja skóra - ku przestrodze
To ,że jechałeś komuś na kole może nie jest do końca bezpieczne ale o ile dobrze pamiętam to kodeks drogowy tego nie zabrania. Sam wielokrotnie w ruchu miejskim miałem kogoś na kole i jakoś mi to nie przeszkadza ale nigdy w życiu nie przyszło by mi do głowy "karać" innego rowerzysty Wink . Rowerzyści na veturillo, składakach itp. to zupełnie inna bajka i trzeba oczywiście brać na nich poprawkę ale jest jeszcze jedna kategoria rowerzysty którą zdaje się miałeś wątpliwa przyjemność spotkać. Są to mianowicie ambitni sportowcy ,którzy w sezonie chętnie korzystają z rowerów jako środka transportu. Wprawdzie jako osoby aktywne mają odpowiednia kondycję i strój ale nie koniecznie zachowują się w sposób racjonalny ( to nie to DNA) czego niestety miałeś okazje doświadczyć . Może to banał ale trzeba pamiętać ,że kiepski kierowca także może stać się rowerzystą ,który swoje braki przenosi na ścieżki rowerowe podobnie jak frustrację i agresję. Oczywiście kiepski rowerzysta ,który zasiądzie za kierownica auta także nie jest dobrym kierowcą i on również jest zagrożeniem dla innych. Każdy z nas może być pieszym, rowerzysta lub kierowcą trzeba tylko pamiętać żeby zawsze być człowiekiem. W twoim przypadku niestety ale doświadczyłeś zwykłej ludzkiej głupoty ,która czasami bywa niewyobrażalna. Tak na marginesie to niestety ale na ścieżkach rowerowych i nie tylko dochodzi do coraz większej ilości kolizji z udziałem rowerzystów i dlatego zawsze trzeba być czujnym. Życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia. Pozdrawiam
     [Obrazek: sticky2899.png]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.06.2018, 15:39 przez Sherman 1972.)
08.06.2018, 15:33
Szukaj Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości